Praca w zachodniopomorskim

Walka z wiatrakami

Gdy lokalny rynek pracy nie sprzyja rozwojowi nowych miejsc pracy, należy dobrze się zastanowić, w jaki sposób chcemy zarabiać na życie. Nie trudno jest usiąść i narzekać, że ciężko znaleźć pracę. Podobno nigdy nie było lepiej niż teraz, jeśli chodzi o zatrudnienie.

Jak podają wszystkie źródła, trwa czas określany jako rynek pracownika. Ciekawe jest to stwierdzenie, biorąc pod uwagę skalę bezrobocia. Oczywiście jest ona znacznie mniejsza, biorąc pod uwagę skalę ostatnich 10 lat. Jednak problem nie jest zniwelowany. Czym więc objawia się to zjawisko? Wygląda na to, że bezrobotni wolą pozostać bezrobotnymi, niż podejmować mało satysfakcjonujące stanowisko pracy. Dodatkowym problemem staje się pensja i rodzaj umowy. Najniższa krajowa lub połowiczne etaty i tzw. „śmieciówki” bardziej odstraszają, niż zachęcają.

Tam, gdzie jest to możliwe np. w dużych miastach, można przebierać w ofertach pracy, bo jest ich rzeczywiście dużo. Jednak miejscowości nieduże takie jak Moryń nie mogą poszczycić się wieloma miejscami pracy. Pracodawcy coraz częściej narzekają na brak chętnych do pracy. Jednocześnie zwłaszcza w miastach wielkości Morynia mali przedsiębiorcy przy zatrudnianiu pracowników starają się „kombinować” przy podpisywaniu umów, tak aby chociaż troszkę zaoszczędzić na olbrzymim ZUSie i innych opłatach. Jest to z jednej strony frustrujące, z drugiej pokazuje nieudolność systemu. Jak sami pracodawcy tłumaczą, obroty np. w niedużym sklepie spożywczym czasami nie wystarczają na pokrycie opłat, więc jak mają ludziom płacić więcej. Nie mogą, choćby chcieli.

Jest też grupa osób, która żyje z zasiłków i ostatnio bardzo modnego 500+. Powiększanie się rodzin widać wyraźnie na podstawie danych z urzędu. Kilkoro dzieci i nie opłaca się chodzić do pracy, jak tłumaczą niektórzy. Przydałaby się prawdziwa rewolucja, inaczej sami doprowadzimy się do ruiny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *